piątek, 19 kwietnia 2013

Mamucha pracuje...

Tak.
Stało się.
Wróciłam do pracy.

Systematycznie, 8 godzin, od poniedziałku do piątku plus 4 godziny w sobotę.

Na razie 2 tygodnie okresu próbnego, więc specjalnie nie ma o czym pisać.
Jednak jak mi to wywróciło życie do góry nogami! Takiej rewolucji się nie spodziewała. Wiedziałam, że raczej lekko nie będzie, ale żeby aż tak...
Najbardziej tęsknie za Smokiem. Dziś nawet go nie przytuliłam, bo gdy wróciłam do domu, on już spał...
Bajzel w domu, że za głowę się łapie, na nic nie mam czasu, zakupy - tylko w spożywczaku i tylko to co potrzebne...

Blog też leży odłogiem.

Tyle pomysłów na notki. Będę w niedzielę nadrabiać... Chyba.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Mamucha testuje: Kamis Fix Kurczak 5 smaków po chińsku

Na pierwszy ogień poszedł Fix Kurczak 5 smaków po chińsku.

Podeszłam do niego dość sceptycznie, ponieważ dla mnie wszystkie chińskie fixy smakują tak samo i nie jest to mój ulubiony smak. Jednak ten Fix pozytywnie mnie zaskoczył.



Zacznijmy od początku.
Opakowanie dość solidne, bez nożyczek się nie obyło. Z przodu informacja o ilości kalorii w jednej porcji (229 kcal w 251 g), oraz o tym jakie składniki są potrzebne do przygotowania dania (350g piersi z kurczaka i  300g ryżu).
Na odwrocie bardzo przejrzysty sposób przygotowania, tabela wartości odżywczych oraz lista składników. Tu nastąpiło bardzo pozytywne zaskoczenie. W składzie nie znalazłam żadnego "E". Skrobia ziemniaczana,  suszone warzywa, przyprawy, jedyny minus to skrobia modyfikowana. Jednak to i tak nieźle jak na "danie z torebki".
Jeszcze bardziej zaskoczona byłam gdy otworzyłam torebkę. Całą kuchnie wypełnił wspaniały zapach imbiru. W zawartości wyraźnie widać suszone warzywa.


Przyrządziłam wszystko dokładnie według przepisu na potrzebę tego testu. Powstał zawiesisty aromatyczny sos. Całe gotowanie zajęło mi w sumie 20 min co jest ogromnym plusem.


Prawdziwie orientalne aromaty i smaki. Sos wyszedł słodki i jednocześnie pikantny. Niestety dla mnie osobiście troszkę za ostre, dla amatorów pikantnych smaków.

Podsumowując: Fix Kamis kurczak 5 smaków to naturalne składniki, piękny aromat, łatwość i szybkość przyrządzenia, czytelna etykieta oraz wyraźny pikantny smak. Polecam amatorom wyraźnych smaków.

czwartek, 4 kwietnia 2013

Mamucha przegląda skrzynkę pocztową...


W tym tygodniu czekały na mnie same przyjemności.
Odebrałam paczuchę od Kamis:
Do testowania otrzymałam 3 produkty.


Fix Kurczak pieczony z jabłkami
Fix Zapiekany makaron z kurczakiem i brokułami
oraz
Fix Kurczak 5 smaków po chińsku

Na pierwszy ogień poszedł kurczak 5 smaków. Recenzja w kolejnej notce.

Ponad to wygrałam produkty Concertino baby w konkursie organizowanym na łamach portalu Kosmeland.pl Konkurs był stosunkowo prosty, należało napisać w komentarzu, pod informacją o konkursie napisać, dlaczego chciałoby się przetestować produkty Concertino baby.

Dokładnie wam nie przytoczę mojej odpowiedzi. Chciałam je przetestować przede wszystkim dla tego, że Smoczek, bardzo chciałby jeść już sam ;) Efekt jest taki, że jedzenie zwykle jest wszędzie tylko nie w buzi. Produkt, który stosowałam do tej pory przegrywał z kretesem. Mam nadzieję, Concertino poradzi sobie lepiej. Jeśli tak, zagości u nas na dłużej.


W przesyłce znalazłam:
List gratulacyjny. Bardzo miły gest. Przy okazji wiadomo od razu, co jak i dlaczego.
Pełnowartościowy produkt: 1l hipoalergicznego żelu do prania Concertino baby color
Dwie próbki (100g) hipoalergicznego proszku do prania Concertino baby color
oraz ulotkę z produktami.

Od razu w oko wpadł mi hipoalergiczny odplamiacz uniwersalny tej marki. Zgodnie z informacją na ulotce jest to pierwszy taki odplamiacz na rynku. Faktem jest, że wcześniej z odplamiaczem do niemowlęcych ubranek się nie spotkałam dlatego zamierzam na niego zapolować podczas najbliższych zakupów.

Moja opinia o płynie, z pewnością się tu ukarze.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Na niebiesko dla autyzmu!

Dziś obchodzony jest Światowy Dzień Wiedzy na Temat Autyzmu.



Informacje o tym znalazłam na blogu Agi i po zapoznaniu się ze szczegółami, postanowiłam włączyć się w nią, przynajmniej symbolicznie poprzez napisanie tejże notki. 
Informacje udostępniłam też na swoim facebooku.

Zachęcam Was do zapoznania się z informacjami na temat autyzmu zawartymi na stronie organizatora akcji na niebiesko - Fundacji SYNAPSIS.

"Autyzm należy do tak zwanych całościowych zaburzeń rozwojowych. Oznacza to, że ma wpływ na funkcjonowanie i rozwój dziecka we wszystkich obszarach. Autyzm powoduje trudności w kontaktach z innymi ludźmi, porozumiewaniu się z innymi, brak elastyczności w myśleniu i zachowaniu. Przy czym objawy mogą być nasilone bardzo mocno lub być bardzo subtelne. Na przykład autyzm może mieć osoba zupełnie nie mówiąca, ale także taka, która mówi dużo i stosunkowo dobrze, a mimo tego popełnia mnóstwo niezręczności i gaf, bo właśnie subtelności mowy są dla niej zbyt trudne. To właśnie dlatego aktualnie używamy częściej określenia spektrum zaburzeń autystycznych niż autyzm." Źródło: naniebiesko.org.pl
Statystyki mówią, że tym zaburzeniem dotknięta jest w Polsce 1 na 300 osób.

Ja o autyźmie wiedziałam dotąd mniej więcej tyle, że osoba dotknięta tą chorobą, żyje w swoim świecie, jakby obok nas. Może być uzdolniona matematycznie czy muzycznie, jednak nie jest w stanie funkcjonować w skomplikowanym i pełnym niejasności świecie relacji międzyludzkich.

Jedno jest pewne, od dziś będę jeszcze uważniej śledzić postępy rozwojowe Smoczucha. Informacje rrozpowszechniajcie, bo zawsze warto wiedzieć więcej!

czwartek, 28 marca 2013

Radość z wizyty listonosza, czyli mamucha dostała paczkę zającową.

Wzięłam udział w mamowo blogowej wymiance zającowej.


Dziś kiedy byłam w pracy zawitał listonosz. No nie wiem nawet jak to się stało, że mąż nie zajrzał do paczuchy. Może Smok mu za mocno za skórkę zaszedł. W każdym razie radochę miałam wielką z otwierania przesyłeczki.
W środku znalazłam:
 - żółciutkiego kurczaczka
- uroczą karteczkę
- książeczkę dla Smoczusia
- sól do kąpieli
- masło do ciała
- cukieraski
- herbatki
- maseczkę do twarzy


W naprawdę dobry humorek wprawiła mnie NiezłaŻona za co jej ogromnie dziękuję.

Smoczek jest jeszcze troszeczkę za malutki na książeczki, choć staram się mu czytać. Muszę pilnować żeby nie zjadł tej swoimi dwoma zębiskami.

Ja paczkę zającową przygotowałam dla M.M. i już na początku zaliczyłam wpadkę. Wysłałam chyba na zły adres, albo za mało znaczków(?) nie wiadomo, bo paczka się wróciła :( Dziś wysłałam ponownie, priorytetem jest więc nadzieja że jutro dotrze. Obgryzam paznokcie czy się spodoba. Ja chyba poszłam w planowaniu paczuchy w inną stronę niż NiezłaŻona i teraz się stresuję... To był mój pierwszy raz. Mam nadzieję że za rok będę już w temacie oblatana i paczuchy ode mnie będą najlepsze na świecie.

środa, 27 marca 2013

Pomagamy.

Jest naprawdę mnóstwo dzieci potrzebujących pomocy.
Troszkę to samolubne, ale cieszę się, że mój Smok jest zdrowy.
Tym bardziej staram się pomagać innym dzieciaczkom.

Teraz jest okazja pomóc w prosty sposób.

By pomóc Nadi, o której możecie przeczytać na blogu Isabell wystarczy zebrać 100 nakrętek i wysłać je właśnie do Isabell. O same akcji nakrętkowej możecie poczytać tu <- klik Pomagając Nadi macie szanse otrzymać królika.
Można też pomóc propagując akcję na swoim blogu, dlatego też wrzucam banerek po prawej stronie.

Czasem wystarczy mały gest by pomóc.


sobota, 23 marca 2013

Warsztaty "Bezpieczny Maluch" - Kalisz, czyli Mamucha, Smoczek i Babcia na wojażach.

Jeszcze w ciąży chciałam, wziąć udział w tych Warsztatach. Nawet byłam już zapisana do Łodzi, ale niestety było to tuż przed porodem i Pan mąż na taką wycieczkę się nie zgodził. Tym bardziej się ucieszyłam, kiedy okazało się, że w tym roku też będzie można wziąć udział w "Bezpiecznym maluchu". Wybrałam Kalisz, bo tam mieszkają pradziadkowie Smoczka. Dwie pieczenie na jednym ogniu. Żeby było mi raźniej, namówiłam Babcię Danusię, żeby pojechała ze mną.

Na profilu na facebooku, warsztaty wyglądały wyjątkowo obiecująco. Zdjęcia z imprezy kilka dni wcześniej zaostrzyły mi apetyt. Niestety przeżyłam pewne rozczarowanie, ale po kolei.

Wartość merytoryczną oceniam dość wysoko, na 5 dałabym mocne 4.
Jeśli jednak chodzi o "upominki", to raczej 2 na szynach..

Właściwie to było bardzo skromnie. Nie było stoisk firm itp.

Na powitanie mili Panowie wręczali batonika musli CRUNCHY od Sante i buteleczkę wody mineralnej od Nestlle. Te gadżety bardzo się przydały, zwłaszcza zgłodniałym ciężaróweczkom. Ponad to torebeczkę od materacyk.pl w której była urocza myjka fikimiki, oraz reklamóweczkę od maxi cosi w której były małe białe skarpeteczki. Listę gratisów zamyka próbka mleka modyfikowanego i śliniaczek od Enfamil, wręczane przed prezentacją.




Ja wiem, że darowanemu koniowi ... itd. Jednak czuję pewne rozczarowanie, ponieważ jak świadczą fotki z innych miast, upominków było więcej. Nie wiem czy wynika to z faktu, że firmy wolą inwestować w reklamę w większych miastach takich jak Warszawa czy Gdańsk. Nie rozumiem tej strategi. Przecież w małych miastach także są mamy, gotowe wydać majątek na wyprawkę dla swojego ukochanego maleństwa, a okazji do poznania produktów mają znacznie mniej, niż te z dużych miast.

Wracając do samych warsztatów.
Na początek o fotelikach, sposobie ich montażu, żywotności i bezpieczeństwie opowiedział ekspert maxi cosi. Nie było to nachalne wciskanie produktów swojej firmy, tylko rzeczowe i konkretne informacje, jak montować, na co zwrócić uwagę, jak wybrać i jak unikać błędów przy zapinaniu pasów. Bardzo cenne informacje. Same produkty czyli foteliki, wózki można było obejrzeć dotknąć, a nawet przymierzyłam smoczka do fotelika rozmiar większego niż teraz mamy, mały rośnie tak szybko, że już muszę się za czymś powoli rozglądać.

Ważna ciekawostka przekazana przez eksperta maxi cosi: Nidy nie kupujcie używanego fotelika bez pasów. Na zachodzi, gdy dochodzi do wypadku (nawet stłuczki) w którym udział bierze dziecko, straż pożarna lub policja przecina pasy w foteliku. To sygnał, że fotelik brał udział w jakimś zdarzeniu drogowym i nie jest już bezpieczny. Ponadto prawdopodobnie nie da się dokupić samych pasów.

Później Pani położna opowiedziała o karmieniu piersią, także bardzo ciekawie. Swój występ miała zrazem z Panią z Enfamilu, która opowiedziała o mieszance. Panie rozdały upominki i na koniec jeszcze Pani położna instruowała, jak powinno się przyrządzać mleko modyfikowane. Tej części jednak nie słyszałam, bo mały zaczął strasznie pyskować i opowiadać, że musiałam wyjść z nim na hol, bo Pani nie było w ogóle słychać.

Kolejny wykład był o banku krwi pępowinowej.

Na koniec, moim zdaniem najcenniejsza część warsztatów czyli kurs pierwszej pomocy. Ratownik rewelacyjny. Kompetentny, rzeczowy i z poczuciem humoru. Jego wystąpienie nie ograniczyło się tylko do instrukcji, jak przeprowadzić sztuczne oddychanie u noworodka, ale co jak i kiedy robić.
Przy zadławieniu należy obrócić malucha na bok, spróbować wyjąć ciało obce. Jeśli się nie uda, a maleństwo traci oddech kładziemy dziecko na brzuchu, na swoim kolanie. Musimy siedzieć. Uderzamy malucha między łopatkami, aż zacznie płakać, odkrztusi ciało obce, ale maksymalnie uderzamy tylko 5 razy. Jak po 5 uderzeniu nie ma zmiany zaczynamy reanimacje, czyli masaż serca. Jeśli zapłacze przekręcamy na bok i sprawdzamy czy wszystko wypadło z buzi, żeby maluch ponownie się nie zakrztusił. Nie podnosimy do góry, nie podnosimy rączek, bo to czym się maluch krztusi może się dostać do płuc lub głębiej do gardła.

Jeśli maluch złapie bezdech, w nocy, albo na skutek intensywnego płaczu, czy śmiechu musimy przede wszystkim go podnieść, przytulić. Możliwe, że na skutek ruchu oddech wróci. Jeśli nie dmuchamy mocno ok. 3-5 razy w usta i nosek dziecka. Jeśli to nie pomoże, przytulamy maleństwo i przytrzymując główkę przechylamy się razem z maluchem tak by był on prawie do góry nogami. Jeśli to nie pomaga zaczynami reanimacje.

To tak pokrótce. Pan ratownik oczywiście dokładniej i bardziej szczegółowo o tym mówił, dlatego polecam każdemu taki warsztat. Warto często mówić, słuchać i czytać o pierwszej pomocy, wtedy większe jest prawdopodobieństwo, że w sytuacji stresowej (która oby się nigdy nie wydarzyła) przypomni nam się co i jak robić.

Zamknięciem warsztatów, było losowanie nagród. Standardowo nic nie wygraliśmy :P

Najlepiej bawił się Smok. Wszystkie Panie z brzuszkami uśmiechały się do niego, a on zadowolony i roześmiany gaworzył tak głośno jak tylko się dało. Dobrze, że była z nami Babcia i czasem wzięła malucha na spacerek...